Używasz przestarzałej przeglądarki. Proszę zainstaluj jej najnowszą wersję lub aktywuj Google Chrome Frame w celu zwiększenia wydajności i poprawy wyglądu stron www.



Paweł Kruś
Paweł Kruś

Przeciw równości

Los chciał, że minione wakacje były dla mnie czasem poświęconym seniorom rodziny. Poznałem życie szpitalne, izby przyjęć oraz miejsca, które jako społeczeństwo przygotowaliśmy do opieki nad ludźmi starszymi. Byłbym niesprawiedliwy, gdybym je poddał modnej totalnej krytyce. Tak źle nie jest. Są jeszcze lekarze niezwykli, którzy mają nie tylko wielką wiedzę, ale przede wszystkim szacunek dla pacjenta i determinację w walce o jego życie.

W konsekwencji tych doświadczeń, latem regularnie odwiedzałem apteki, żeby wykupić różne leki. Pewnie bym nawet o tym nie wspomniał, gdyby nie odpowiedź farmaceutki w szpitalnej aptece, gdy poprosiłem o wymianę nieznanego probiotyku na sprawdzony preparat.

– Świetnie pana rozumiem. Często wolałabym doradzić pacjentowi droższe o kilka złotych leki, o których jakości jestem przekonana. Niestety, ustawa tego zabrania: mam natomiast obowiązek informowania o tańszych odpowiednikach. Już prawie automatycznie podaję pacjentom produkty o najniższej cenie. Nie tylko pan im nie ufa.

Zastanawiam się, dlaczego problem obowiązkowego promowania najtańszych preparatów pojawił się dopiero w te wakacje? Może potrzeba było dwóch lat na tak masowe pojawienie się w polskich aptekach tanich leków sprowadzanych przez nieznane firmy z krajów znanych z dynamiki gospodarczej, ale nie z jakości. Mam nadzieję, że przy okazji nowelizacji ustawy refundacyjnej zapis o obowiązku oferowania pacjentom tańszych odpowiedników zostanie rozszerzony o prawo aptekarza do rekomendowania pacjentom droższych odpowiedników zgodnie z  wiedzą farmaceutyczną i osobistymi przekonaniami realizującego receptę.

Tanio i po równo

Od czasów sarmackich jako naród mamy problem z zachowaniem umiaru. Ostatnio ogarnęła Polskę mania „najtańszości”. Efekty widać gołym okiem: policja ściga ferrari radiowozami marki kia po popękanych, choć pachnących nowością autostradach. W państwowym banku urocza kasjerka uprzedza, że policzy pieniądze ręcznie, bo automat wciąga nowe banknoty. Po czym ślini palec, bo za poprzedniej władzy ktoś „zdjął ze stanu” moczone gąbki w plastikowych podstawkach.

Taniość, taniość ponad wszystko…

W szpitalach nie można dopłacić do swojego własnego leczenia, dokupić dodatkowych zabiegów ani lepszych leków. System skonstruowano bowiem tak, że wszyscy muszą być równi.

Dlaczego szpital „musi” leczyć tanio, dlaczego farmaceuta „musi” sprzedawać najtańsze leki? Cieszę się z zapowiadanej na jesień debaty o reformie ubezpieczeń zdrowotnych. I gorąco popieram rozwiązanie „składka za człowiekiem”. W oświacie ten model sprawdził się świetnie: ktoś, kto chce kształcić dziecko w szkole niepublicznej dopłaca do kwoty, jaką budżet przeznacza na edukację każdego ucznia. Proste? Ze składką ZUS może stać się podobnie. Dlaczego nie możemy dopłacić z własnych pieniędzy do swojego leczenia czy leku? Jakim prawem ma być tanio i po równo?

Paweł Kruś

P.S.

W latach 80. XX wieku Społeczne Towarzystwo Oświatowe (STO) doprowadziło do przyjęcia przez władze komunistyczne rozwiązania „składka oświatowa za uczniem”. Miałem zaszczyt być w gronie założycieli STO. W owym czasie obowiązywał nawet zapis konstytucyjny, że bezpłatna oświata jest przywilejem każdego obywatela. A jednak przekonaliśmy ówczesne władze, że przywilej to nie obowiązek, i jak ktoś nie chce z niego korzystać, to trudno…